Szukaj

Być bliżej Boga…

Na co bogactwo materialne, gdy duchowego brak?

Pomyślicie pewnie, że gadam głupoty – ale wiara naprawdę czyni cuda. W życiu skupiamy się na rzeczach, które w naszym uznaniu są najważniejsze: na pieniądzach, karierze, otoczeniu się przedmiotami ułatwiającymi życie (często przecież drogimi), a także na tym, by otoczenie miało na nasz temat takie zdanie, jakie chcemy by mieli – innymi słowy kreujemy swoją postać dla odbiorców. Przez to wszystko właśnie zatracamy własną tożsamość i z czasem prawdziwy sens życia: nasze działania skupiają się na dążeniu do określonych celów (właśnie do pieniędzy, kariery czy pewnego rodzaju sławy w towarzystwie. Pędząc przed siebie w poszukiwaniu domniemanego szczęścia pomijamy na swojej drodze tak wiele – definiując szczęście po swojemu i do tak rozumianego dążąc. Jaką wartość ma dla Was droga biżuteria (zarówno damska jak i męska): zegarki, łańcuszki, kolczyki, medaliki czy pierścionki lub sygnety? Materialną – poza wyjątkami, w których owe przedmioty są dziedziczone na przykład jako pamiątki rodzinne.

Dlaczego księża kupują pozłacane naczynia liturgiczne? A po co nam drogie przedmioty?  Ano po to, żeby inni mogli ich nam zazdrościć – czy na tym polega szczęście? Zatrzymajcie się na chwilę i pomyślcie o tym, czy naprawdę będziecie szczęśliwi za jakiś czas, mając dużo przedmiotów, ruchomości i być może jakąś nieruchomość, jednak jesteście całkiem sami – bowiem w procesie uganiania się za bogactwem zapomnieliście o bliźnich

Reklamy

Bo wiara to połowa sukcesu!

Znacie już genezę tego, w jaki sposób malutki, niepozorny medalik podarowany w prezencie od bezdomnego zmienił moje spojrzenie na świat i podejście do wielu, wielu spraw. Dziś chciałabym powiedzieć Wam, jak wielką moc ma nasza wiara w powodzenie spraw. Pewnie nie każdy w to uwierzy, ale to sprawdzone przeze mnie słowa! Pan Bóg widzi wszystko, w każdej chwili. Pomaga Ci zawsze wtedy, kiedy tego potrzebujesz – dlatego „chcieć to móc”. Nigdy nie pomoże Ci się poddać, bo sztuką w życiu jest pokonywać wszelkie przeciwności losu, a nie uginać się pod ich ciężarem. Dlatego kiedy jest Ci ciężko, nieraz wątpisz w Jego moc i istnienie – ale On po prostu czeka na to, aż się pozbierasz i wtedy odczujesz Jego obecność! Dlatego zawsze wtedy, kiedy czegoś bardzo mocno pragnę, ściskam w dłoni ów medalik – tak długo, aż poczuję ciepło, jednocześnie intensywnie skupiając się na końcowej wizji danej sytuacji: oczywiście zawsze pozytywnej! I wiecie co? Zawsze działa!

Moc wiary

Wierzycie w moc wiary? Ja doświadczam jej niemal każdego dnia i upewniam się, że tylko od naszego podejścia do spotykających nas wydarzeń zależy to, w jaki sposób sobie z nimi poradzimy. Jeśli spotyka nas nieszczęście – zazwyczaj tłumaczymy sobie to pechem i stwierdzeniami „no tak, zawsze ja!”. Skupiamy się wyłącznie na negatywnym aspekcie danej nieprzyjemności: smutek, żal, poczucie rozgoryczenia, rozżalenia i niezrozumienia, dlaczego to właśnie nas spotykają te wszystkie złe rzeczy! Stop – skupmy się na dwóch ostatnich aspektach: po pierwsze, spotykają nie tylko Ciebie, a po drugie – to Ty nazywasz je złymi. Każde wydarzenie i sytuacja niosą za sobą dużo więcej, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Nic nie dzieje się zresztą bez przyczyny i bez celu – choć tego także na pierwszy rzut oka nie widać. Czy nie jest tak, że każda sytuacja skłania Cię do jakieś (choćby małej i cichej) refleksji? O to właśnie chodzi – każda sytuacja wpływa na Ciebie w określony sposób i czegoś uczy. Od tego, jak zinterpretujecie dane wydarzenie zależy, ile z niego wyciągniecie nauki. A gdybyś tak każdorazowo miał świadomość tego, że każde wydarzenie, które uważasz za złe czy nieprzyjemne to nauka od Boga? Że jest to pewnego rodzaju pstryczek mający dać Ci znać, że idziesz złą drogą? Że to szansa od Boga – wystarczy tylko spojrzeć nieco dalej niż na własne, negatywne przeżycia, by doświadczyć dużo więcej! Od początku w moich wpisach przejawia się motyw medalika – mojej relikwii – w kolejnych postaram się przybliżyć Wam, jaki wpływ ma on na moje życie.

Kochaj bliźniego swego…

Choć od pamiętnej rozmowy z Dziadkiem minęło już kilkanaście – a może nawet więcej? – lat, jedna rzecz nie zmieniła się z pewnością : a jest to moja wiara w moc miłości i potrzeba czynienia dobra. Zawsze w życiu odczuwałam obecność i bliskość Boga, jednak rozmowa z tym człowiekiem i symboliczny, lecz niezwykle wiele dla mnie znaczący podarunek był pewnym puntem zwrotnym w moim życiu – jeszcze bardziej nauczyłam cieszyć się małymi rzeczami. Skoro bezdomny potrafił być tak pogodny i życzliwy, a w dodatku – choć miał tak niewiele – dzielić się z innymi, to wstyd powinno być tym, którzy mają wszystko a mimo to narzekają. Co stało się z Dziadkiem – właściwie jedno tylko jest możliwe. Od tamtej pory wieczorami modliłam się do Boga o to, by miał go w swojej opiece i dbał o niego. Kiedy było mi smutno, bądź czułam się bezradna, każde spojrzenie na medalik dodawało mi wewnętrznej siły. Pomyślałam kiedyś, że wszelkie symbole religijne to nie tylko biżuteria i ozdoby mające na celu pokazać naszą miłość do Boga, a prawdziwie święte, nacechowane dobrą mocą od Boga rzeczy, których moc doceni tylko ten, kto w to uwierzy… Dla mnie taką właśnie rzeczą jest relikwiarz papieski Sacrum.

Punkt zwrotny w życiu

Jako, że dzieci szybko uczą się dobrych nawyków, tak więc kiedy pewnego dnia spadł pierwszy tamtego roku śnieg – rozbiłam skarbonkę i postanowiłam podarować Dziadkowi 5 złotych, by kupił sobie jakąś herbatę. Niesiona dziecięcą beztroską i misją spełnienia najlepszego uczynku na świecie, z radością podbiegłam do niego, chcąc wręczyć podarunek. Dziadek długo nie chciał przyjąć pieniędzy, a ja jako dziecko nie wiedziałam dlaczego. Dziadek widząc moją zasmuconą minkę zaczął ze mną rozmawiać – a rozmowę tą pamiętam po dziś dzień i powtarzam ją swoim dzieciom. Zabrzmiała ona niczym gong kościelny.

Rzekł wtedy :”Dziecinko, bogactwo materialne jest niczym wobec życzliwości i miłości ludzkiej i Bożej. Niesamowitym szczęściem jest mieć poczucie tego, że nie jesteś niewidzialna dla tych, którzy codziennie Cię mijają, że pamiętają o tym, by zamienić z Tobą choć słowo, by pozdrowić Cię i powiedzieć zwykłe „dzień dobry”. Nie chcę żadnych pieniędzy, bowiem to nie one stanowią o szczęściu tego świata – ciepła, miłości i bliskości nie kupisz za żadną gotówkę. To drugi człowiek jest największym skarbem tego świata. Najbogatszy nawet materialnie, lecz ubogi duchowo człowiek jest nikim”. Po tych słowach sięgnął do kieszeni, wyciągnął mały medalik i wręczył mi go. „To pamiątka po mojej żonie. Podarowała mi go, mówiąc, że zapisane jest w nim całe dobro tego świata a osoba, która będzie go posiadać, będzie zawsze strzeżona przez Boga, by nigdy nie stała się jej krzywda”. Włożył mi medalik w dłoń, zacisnął ją, po czym rzekł „Jesteś dobrym człowiekiem. Niechaj teraz Ciebie Bóg uchroni przez wszelkim złem tego świata!”. Choć wtedy nie rozumiałam do końca, o co chodziło, medalik zawsze nosiłam przy sobie. Z biegiem lat coraz bardziej rozumiałam słowa Dziadka, a medalik wydawał się faktycznie działać niczym Anioł Stróż – tak przynajmniej tłumaczyłam sobie wszystkie dobre rzeczy, które mnie spotykały. Po jakimś czasie Dziadek nagle zniknął…nikt nie widział go nigdy więcej. Tym bardziej medalik stał się najpilniej przeze mnie strzeżonym przedmiotem – wierzyłam w to, iż faktycznie ma cudowną moc.

Zatrzymaj się i spójrz na miłość…

Dlaczego w poprzednim wpisie wspomniałam o ludziach bezdomnych, chorych i niepełnosprawnych? Dlatego, że, moim zdaniem, to od nich powinniśmy uczyć się tego, jak być szczęśliwymi. Nie nazwę ich ludźmi biednymi – nawet jeśli mają przeważnie fatalną sytuację finansową – bowiem oni są bogaci. Niesamowicie bogaci wewnętrznie: przepełnieni miłością do Boga, do bliźniego, potrafiący podzielić się ostatnią, z trudem zdobytą kromką chleba z wychudzonym psiakiem wiernie drepczącym koło ich nogi. Nigdy nie zapomnę pewnego ubogiego Pana, z którym rozmawiałam kiedyś w dzieciństwie. Koczował za blokami odkąd pamiętam – był bezdomny od wielu lat, ale nie był alkoholikiem. Zawsze uprzejmy, grzeczny i spokojny, a przy tym niesamowicie życzliwy i radosny. Przy nim zawsze dreptał mały kundelek – aż miło było popatrzeć na tą „parkę”. Piesek zawsze zadbany i nakarmiony a pan, mimo że niesamowicie biedny – karmił gołębie, dzielił się co lepszymi kąskami ze swoim psim przyjacielem, a także nigdy, ale to przenigdy o nic nie prosił.

Niegdyś pracował pracowni brązowniczej, wyrabiał np. drzewca do sztandarów albo naczynia liturgiczne, ale to jak widać się skończyło.

Ludzie znali „Dziadka” (tak bowiem został nazwany przez okolicznych ludzi) i dość regularnie wspomagali go czym się dało – przynosili jedzenie, koce, ubrania, czasem jakąś niewielką gotówkę, by mógł kupić coś wedle własnego uznania. Dziadek za każdym razem dziękował ze łzami w oczach. Dlaczego o nim wspominam? O tym kolejnym razem…

Szczęście różnie mierzone?

Rano z objęć snu wyrywa Cię drażniący dźwięk budzika. Za oknem ciemno, zimno i ponuro. Przeklinając cały świat, niechętnie, czasem wręcz na siłę, wstajesz z łóżka, narzekając na to, że musisz wstać – no bo kto to widział, by tak wcześnie rano iść do pracy? W dodatku płacą Ci tak niewiele, cóż to więc za interes? Jeśli powyższa sytuacja przypomina Ci Twoją reakcję – odwróć sytuację i pomyśl o tym, jak wiele osób chciałoby znaleźć się na Twoim miejscu: mieć dach nad głową i pracę. Jesteś w tym gronie szczęśliwców, którzy mają o tyle więcej, niż reszta! Możesz ubrać się w czyste, suche ubrania, zrobić sobie kanapkę i obiad ze świeżych składników, a także wiesz mniej więcej, jak wyglądać będzie Twój dzień, czy najbliższy tydzień. Ilu jest takich, którzy boją się jutra, bowiem nie wiedzą co ich czeka? Pomyśl o bezdomnych, niepełnosprawnych i śmiertelnie chorych…Każdego dnia mijasz ich przecież w sklepie, na ulicy, czy spotykasz w kościele. Oni nie skarżą się głośno na swój los – oni cieszą się każdą chwilą, która jest im przez Boga dana…

To jest Sacrum a to Profanum…

Czy potrafisz cieszyć się z małych rzeczy?

Świat jest piękny – naprawdę. Te słowa brzmią co prawda banalnie, ale taka jest prawda. To, co w nim zauważymy, zależy wyłącznie od nas samych: nastawienia do otoczenia, umiejętności cieszenia się z małych rzeczy i doceniania dobra i radości, jakie przynosi nam każdy kolejny dzień. Im bardziej jesteśmy nastawieni na otrzymywanie wyłącznie wielkich darów, tym większe prawdopodobieństwo, iż będziemy w życiu nieszczęśliwi. Dlaczego? Ano dlatego, że dążąc do rzeczy wielkich, przegapiamy te małe, które każdego dnia pojawiają się na naszej drodze – a to na nich przecież buduje się szczęście! Zatem jeśli potrafisz cieszyć się każdym promieniem słońca, rozkwitającym kwiatkiem, radosnym merdaniem ogona Twego psiego przyjaciela gdy wracasz do domu, a także uśmiechem sąsiadki – staruszki gdy pomożesz jej przynieść zakupy do domu – można powiedzieć, że jesteś człowiekiem szczęśliwym.

Założyłam tego bloga po to, by pokazać Ci, drogi Czytelniku, jak stać się człowiekiem szczęśliwszym. Pokażę Ci, jak wiele dobrych i wspaniałych rzeczy przegapiamy każdego dnia!

Sponsor bloga.

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

Up ↑